Inspirowany pięknymi pracami mojej koleżanki Violi, której dzieła można podziwiać
tutaj chustecznik, powstał bym mogła zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem.
Jak to mam w zwyczaju, tak i tym razem, musiałam sprawdzić czy potrafię, połączyć ze sobą kilka znanych i mniej znanych mi technik i sprawdzić jaki będzie efekt.
Spód tej pracy ma swoją, oddzielną historię. Zazwyczaj spody moich prac są w jednym kolorze, bez wzorów. Tutaj było inaczej. W ten dzień byłam strasznie zła i jakoś nie mogłam sobie poradzić z tym co mnie spotkało. Nie chciałam obciążać moich najbliższych moim "wisielczym humorem", ale chciałam się go pozbyć, lub jak to mówią moje koleżanki "przekuć w atut". Wzięłam więc wcześniej przygotowany motyw i tekst i tarłam, tarłam, tarłam, tarłam i...... i tak aż do wyczerpania pokładów złego humoru. Okazało się, że we wszystkim drzemie cząstka dobra, choć czasem wydobycie jej jest trudne, to końcowy efekt i tak bardzo, bardzo raduje. Wzór dosłownie wtopił się w drewno, powierzchnia była gadka niczym o nałożeniu i zeszlifowaniu kilkunastu warstw lakieru i proszę jak wyszło. :)
czasem warto się złościć, prawda?